Witamy na stronach Akademii Medycyny Alternatywnej

MEDYCYNA ALTERNATYWNA

- CO TO TAKIEGO?

AKUPUNKTURA A MEDYCYNA KONWENCJONALNA

Motto:

"Medycyna powstała w zaraniach dziejów, z miłosierdzia i prób niesienia ulgi w ludzkim cierpieniu, i od tego czasu kroczy po rozmaitych ścieżkach, ale nie ma w niej nic nadprzyrodzonego"

 Od ponad ćwierć wieku jestem lekarzem, to jest absolwentem Wydziału Lekarskiego państwowej wyższej szkoły medycznej, posiadającym wiedzę, jaką wykłada się na uczelniach medycznych w świecie Zachodu, ale od prawie równie długiego czasu zajmuję się też alternatywnymi systemami wiedzy medycznej, na poziomie ciut wyższym, niż przedstawiany przez prasę kolorową czy rozliczne rozgłośnie radiowe, które rozpowszechniają różne fałszywe informacje, czy to z braku wiedzy fachowej, czy w pogoni za sensacją, czy może jeszcze z innych względów.

 Moja przygoda z medycyną alternatywną (obecnie w/g nazewnictwa urzędowego - komplementarną) datuje się od czasu, gdy dostałem ministerialną zgodę na otwarcie specjalizacji w zakresie farmakologii i zielarstwa, po zdanych egzaminach specjalizacyjnych z dermatologii i wenerologii. Okazało się, że kierownictwo specjalizacji musiało być wieloosobowe, bo nikt nie ogarniał całości zagadnień powiązanych z tą specjalizacją, więc doborem zagadnień musiałem zająć się sam i uczyć się w różnych miejscach. A później sprywatyzowałem się i muszę być skuteczny, bo z tego żyję, a jednocześnie mam konkurencję w postaci darmowych świadczeń medycznych oferowanych przez państwo (reprezentowane obecnie przez NFZ, nawet ode mnie pobierający składkę). Dlatego ja muszę leczyć (a może uzdrawiać? - aby uczynić zadość urzędom RP) celująco, medykom z NFZ wystarczy, że będą to robić na ocenę dostateczną, i to jeszcze w bliżej nieokreślonym terminie, gdyż niektórzy ludzie lubią otrzymywać coś, nie płacąc za to (a przynajmniej tak im się zdaje, że nie płacą).

 Otwarcie na Zachód po przemianach ustrojowych w 1989 roku udostępniło nowe źródła wiedzy i szybszy przepływ informacji, a prywatyzacja aptek pozwoliła ściągnąć dla chorego dowolny lek, dostępny w dowolnym kraju świata, apteki wcześniej państwowe nie potrafiły tego dokonać.

 Okazało się, że "cudowne leki", które były przedtem nieosiągalne, lub osiągalne w obrocie nieoficjalnym, za niewyobrażalne dla przeciętnego Polaka pieniądze, można teraz bez większego problemu zdobyć, i to wcale nie tak drogo, i że wcale nie są one takie cudowne, jak się przedtem wydawało i ludzie chorują nadal.

 Postęp medycyny to w dużej mierze marketing medialny, częściowo finansowany przez firmy produkujące leki i sprzęt medyczny. Ludzie rodzą się, by chorować i umrzeć, kto chciałby żyć wiecznie, jest egoistą, blokującym miejsce dla następnych pokoleń. Rolą medycyny jest niesienie ulgi w cierpieniach i utrzymywanie ludzi w stanie zdolności do pracy. Ludziom nie chodzi o to by być nieśmiertelnymi, wegetującymi starcami, lecz chcą być wiecznie młodzi i piękni. Niektórzy robią olbrzymie pieniądze na sprzedaży złudzeń. Ale cudów nie ma.

 Okazuje się, że medycyna Zachodu nie ma monopolu na skuteczność. Są inne systemy medyczne, w niektórych przypadkach dużo skuteczniejsze. Dobry lekarz powinien być otwarty na wszelkie możliwe sposoby działania przynoszące poprawę w chorobie i nie mieć uprzedzeń do tych gałęzi wiedzy, o których nie ma zielonego pojęcia, bo nie chce mu się, lub nie miał okazji ich poznać. Czasem trzeba samemu szukać wiedzy, a nie czekać, aż ktoś nam ją poda na tacy, najlepiej z urzędowym certyfikatem państwowej uczelni i punktami edukacyjnymi. Skostniałe sposoby myślenia, jak uczy nas historia, przynoszą niewiele dobrego. Pewien stary, doświadczony ginekolog powiedział mi kiedyś, że dzieli lekarzy na dwie kategorie: samouków i nieuków.

 Na przykład; sprawa antybiotyków. Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia polskie środowisko lekarskie zachłysnęło się dostępnością antybiotyków najnowszych generacji. Lekarzom zdawało się, że mogą sobie poradzić z każdą infekcją i na byle katarek przepisywano cefalosporyny trzeciej generacji, nie licząc się z kosztami. Przed wojną na zapalenie płuc umierało się, a teraz z taką chorobą umiał sobie poradzić nawet najgłupszy stażysta. Ale wśród bakterii nowe pokolenia następują po sobie o wiele szybciej, niż wśród ludzi. Szczepy wrażliwe wyginęły, przetrwały i rozmnożyły się oporne. Media trąbią o sepsach, czy straszliwych meningokokach, na które nie ma skutecznego antybiotyku. Od ponad dwudziestu lat nie wprowadza się na rynek nowych antybiotyków. Nie ma tu miejsca, aby wyjaśniać dlaczego.

 A może zamiast niszczyć zarazki za pomocą trucizn (antybiotyków), wprowadzanych do organizmu z zewnątrz, wspomóc własne siły obronne tegoż organizmu, aby sam zwalczył infekcję? Takie sposoby od dawna stosuje się w alternatywnych systemach medycznych.

 Na  tych stronach internetowych chciałbym przedstawić jeden z nich, AKUPUNKTURĘ, którą zajmuję się od roku 1990.

 Nie jest ona taka straszna, jak przedstawia się ją w mediach Ojca Dyrektora. Chińskie diabły naprawdę nie siedzą na końcach igieł, a ręką akupunkturzysty nie kieruje demon. Wspominam o tym, gdyż medycyna chińska, a szczególnie akupunktura, bywa w ostatnich latach atakowana przez niektóre kręgi polskiego kościoła katolickiego (m.in. Radio Maryja) oraz katechetów z nimi związanych. Jest to dowodem niedokształcenia, braku kompetencji i hipokryzji, bowiem atakujący akupunkturę nie wiedzą chyba, że medycynę chińską wprowadził do Europy w połowie XVII wieku Michał Boym, misjonarz jezuita. Dotyczy to w mojej okolicy zwłaszcza miasta Świdnicy, posiadającego dwóch biskupów katolickich (że o luterańskim nie wspomnę) oraz katolicką uczelnię wyższą, seminarium duchowne, gdzie formuje się (bo przecież to nie są studia) następne pokolenia księży. Całe szczęście, że miejscowa Święta Inkwizycja nie ma już takich możliwości jak dawniej. Bo do niektórych świątobliwych głów nie dotarło, że papież Jan Paweł II w 1987 roku pobłogosławił kamień węgielny pod budowę Stołecznego Centrum Akupunktury, a niezależnie od tego udzielił oficjalnego błogosławieństwa profesorowi Zbigniewowi Garnuszewskiemu, Prezesowi Polskiego Towarzystwa Akupunktury (który przez pewien czas był też prezesem Światowego Towarzystwa Akupunktury). Papież Franciszek, jeszcze jako biskup Buenos Aires, przez wiele lat korzystał z leczenia sposobami tradycyjnej medycyny chińskiej. Także wielu innych biskupów w różnych krajach, równierz księży i zakonników w Polsce, korzystało i korzysta z dobrodziejstw akupunktury. Można więc odnieść wrażenie, że niektórzy klerykalni krytycy tradycyjnej medycyny chińskiej w Polsce usiłują być "bardziej papiescy niż papież"

.JPII a akupunktura

powyższy obrazek mówi sam za siebie

Nie należy też gonić za sensacją, jak to robią świeckie media. Akupunktura nie służy do walki z nałogami, to nie choroby. Pijesz, palisz i ćpasz na własną odpowiedzialność i dla własnej przyjemności. Bóg dał człowiekowi wolną wolę i "życzliwych" ludzi dookoła.

Akupunktura jest spójnym systemem medycznym używanym do diagnostyki i leczenia chorób, zapobiegania zachorowaniom i ogólnej poprawy kondycji. Powstała na Dalekim Wschodzie wiele tysięcy lat temu i dzięki swej skuteczności zyskała uznanie na całym świecie. Uznana została także przez światowe urzędy, tzn. WHO.

 Od obecnej tzw. konwencjonalnej medycyny różni się przede wszystkim podejściem do pacjenta, który jest zawsze traktowany jako niepodzielna całość, a nie skupisko oddzielnych narządów i chorób (podejście holistyczne). Lekarz, który osiągnął pewien stopień zaawansowania w tym systemie medycznym, nie leczy poszczególnych schorzeń osobno, a wpływa na stan całego organizmu. Wymaga to trochę więcej wiedzy, niż w przypadku bycia specjalistą od chorób jednego narządu, ale dla pacjenta przynosi lepsze efekty (i jest znacznie tańsze).

 W akupunkturze nie ma pojęcia specjalizacji narządowej, gdyż pacjent jest dostarczany do lekarza przeważnie w jednym kawałku, ze wszystkimi swoimi narządami, których funkcje są wzajemnie powiązane.  

  Specjalizacja narządowa, poza dziedziną zabiegów chirurgicznych, gdzie wymaga się różnorodnego instrumentarium i, niekiedy, specjalnych umiejętności manualnych, wydaje się być ślepym zaułkiem medycyny.

 Z kolei leczenie operacyjne, poza nagłymi urazami i onkologią, bywa traktowane jako porażka leczenia zachowawczego. Wykonalność operacji nie jest najlepszym wskaźnikiem jej skuteczności.  To, że się da coś zrobić, nie znaczy, że będzie to w końcowym efekcie korzystne dla organizmu.

  Medycyna tzw. konwencjonalna zajmuje się głównie leczeniem chorób  (dla  odmiany - medycyna holistyczna zajmuje się leczeniem pacjenta) poszczególnych narządów, gdy już są one w pełnym rozkwicie (te choroby, nie narządy). Jednym pacjentem zajmuje się naraz wielu lekarzy i żaden z nich nie ma zielonego pojęcia, jakie leki przepisują inni .

  Pacjenci zaś łykają po kilkanaście gatunków tabletek (w żargonie medycznym nazywa się to polipragmazją), między lekami zachodzą rozmaite interakcje (diabli wiedzą, co z tego powstaje w żołądku) i tylko najodporniejsze osobniki są w stanie jakoś funkcjonować. Reszta mimo kosztownego leczenia (a właściwie to dzięki niemu) czuje się coraz gorzej, a więc szuka następnych specjalistów.

 Lekarz (a obenie w/g nomenklatury urzędowej: akupunkturzysta - średni personel do spraw zdrowia) praktykujący akupunkturę przewiduje na podstawie obecnie istniejących objawów, co stanie się z pacjentem w przyszłości (wzory zachorowań są typowe, tylko pacjentom się zdaje, że ich dolegliwość jest wyjątkowa) i, opiekując się tym człowiekiem, stara się nie dopuszczać do rozwoju chorób, lub rozwój ten opóźniać,  a gdy są rozwinięte, powstrzymywać ich postęp i minimalizować ich skutki (jeśli pacjent da mu taką szansę i posłucha jego rad - a nie oczekuje na cud).

 Wywodzi się to z odmiennego, niż obecnie u nas (i reszcie świata zachodniego), sposobu finansowania lecznictwa w starożytnych Chinach (na dworach możnowładców). Pacjent, dopóki był zdrowy, płacił lekarzowi za opiekę. Gdy pojawiały się dolegliwości - przestawał płacić, a wtedy lekarz był żywotnie zainteresowany szybkim powrotem pacjenta do zdrowia, a najlepiej takim wpłynięciem na jego organizm, aby jak najdłużej nie chorował. Stąd, między innymi, wzięły się nakłucia profilaktyczne przy zmianach pór roku, likwidujące w zarodku powstawanie chorób.

 Obecnie to wszystko stanęło na głowie. Medycyna jest zainteresowana bardziej leczeniem chorych, niż ich zdrowiem. Im więcej leczenia, tym większe fundusze idą na to leczenie, a ponieważ są to najczęściej pieniądze publiczne, niezdolność pacjenta do pracy zarobkowej wcale nie hamuje ich dopływu. Z kolei, przy obecnej sytuacji ekonomicznej w naszym kraju, wielu rodaków jest  zainteresowanych posiadaniem choroby, i to potwierdzonej urzędowo, aby żyć na koszt innych - "lewe" zwolnienia i naciągane renty. Są też tacy, co lubią być nieodpłatnie dopieszczani między oglądaniem serialu a zwiedzaniem supermarketu, bo czują się samotni, albo się nudzą, albo "by se zrobili wyniki, bo chcą wiedzieć, jakie je mają", zwłaszcza, że pieniądze na to nie idą z ich kieszeni.

 Ponieważ akupunktura nie jest finansowana z pieniędzy publicznych i renty w ten sposób nie da się załatwić, nie dotyczy to pacjentów zgłaszających się do leczenia przy pomocy akupunktury. Są to przeważnie ludzie świadomie zabiegający o własne zdrowie (widocznie nie wierzą, że zrobi to lepiej Minister Zdrowia czy NFZ). Nie ma wśród nich symulantów, gdyż aby powrócić do zdrowia, dobrowolnie narażają się  na nakłucia (w różne, dziwne miejsca na ciele, co nie jest tak bolesne, jak się niektórym wydaje - gdyby to było takie straszne, czy ktokolwiek zgłosiłby się więcej niż na jeden zabieg?).

 Co do aspektów ekonomicznych - akupunktura jest znacznie tańsza niż nowoczesne leczenie farmakologiczne, a może także pomóc przy optymalizacji wykorzystania leków (zmniejszyć ich ilość, a czasem dawki, co z kolei wpływa korzystnie na nasilenie objawów ubocznych).

  Przy obecnym podejściu do lecznictwa, wykorzystującego środki z przymusowego ubezpieczenia, gdzie nikt za nic nie odpowiada, podniesienie składki zdrowotnej nie tylko do 11% (jak proponują pożądający naszych pieniędzy politycy - kłania się X Przykazanie Dekalogu), ale nawet do 110% dochodu też nie starczy na pełne zaspokojenie tzw. "potrzeb zdrowotnych społeczeństwa". Może "wariant weterynaryjny" byłby lepszy? Państwo niech nie rabuje pieniędzy na leczenie, a urzędnicy niech nie decydują, kto, jak i gdzie ma być leczony. Przypomnijcie sobie, jak wyglądały lecznice dla zwierząt przed rokiem 1990, a jak wyglądają dziś?

   I jeszcze jedno. Niekorzystnych działań ubocznych przy nakłuciach, poza nielicznymi siniakami, nie stwierdza się.

 UWAGA: czasem przy pomocy akupunktury uzyskuje się poprawę przy schorzeniach uważanych przez tzw. "autorytety medyczne" za nieuleczalne.

lek. med. ppor. rez. i wieloletni praktyk medycyny komplementatnej Bogusław Cichoń

GABINETY LEKARSKIE

(gdzie i kiedy)

AKUPUNKTURA
- DEFINICJA

WSKAZANIA DO AKUPUNKTURY

(co się leczy)

CO TO JEST AKUPUNKTURA?

PRZECIWWSKAZANIA PRZY AKUPUNKTURZE

(czego się nie leczy)

JAK DZIAŁA AKUPUNKTURA?

 AKUPUNKTURA

CHOROBY KOBIECE

ODCZUCIA PRZY ZABIEGU AKUPUNKTURY

AKUPUNKTURA

URODA

INNE ODMIANY AKUPUNKTURY

 AKUPUNKTURA 

NIEPŁODNOŚĆ

DIAGNOSTYKA AKUPUNKTUROWA

 MEDYCYNA ALTERNATYWNA

NOWOTWORY

KORZYSTNE DZIAŁANIE AKUPUNKTURY  
ODROBINA LIRYKI 
ILU ZABIEGÓW POTRZEBA?  
TRWAŁOŚĆ
EFEKTÓW AKUPUNKTURY
 
FITOTERAPIA
CZYLI
LECZENIE ZIOŁAMI
 
WYBRANE ROŚLINY LECZNICZE  
OKIEM MAGISTRA FARMACJI

(w budowie)